30 lip, 2009
Portret moich marzeń
Zamieszczony przez: Alex44 w: Fotografia studyjna|Techniki fotografowania|Zdjęcia ludzi|felietony Alexa
Kaźmierz 29.07.2009
Anonsując w moim poprzednim wpisie całą masę tematów trochę się rozpędziłem …
Będzie tylko o portrecie takim, jakim chciałbym sam mieć i umieć zrobić. No, może jeszcze zmieszczę coś o świetle…
Oglądam wiele zdjęć portretowych w sieci. Wiele z nich jest naprawdę pięknych. Zastanawiam się – dlaczego. Co sprawia, że portret przemawia ?
Jest w KGP ktoś, kto o portrecie wie znacznie więcej, niż ja – to Roman K. Jego portrety mają wiele z „tego czegoś”, czego portretom potrzeba.
Ale to mój felieton i
moja wizja portretu
Na pewno nie ma dobrego portretu bez dobrego światła. Dobre światło to takie, które oświetla modela w miarę równomiernie, nie uwydatnia worków pod oczami i nie powoduje efektu „świecącego nosa”. To takie światło, w którym ani cienie, ani blaski nie uzyskują przewagi.
Takie światło najłatwiej zapewnić sobie w atelier. Ale można też w plenerze – za pomocą blendy, parasolki, czy dodatkowej lampy.
Oczywiście pomijam eksperymenty typu „low key” (przewagę mają cienie, a sylwetka rysowana jest nielicznymi przebłyskami światła), czy „high key” (tu z kolei wszystko jest bardzo jasne, a postać rysowana jest nielicznymi cieniami) – to tematy na osobną zabawę aparatem i słowem.
Jeśli już jesteśmy przy świetle – słońce jest w miarę neutralne. Podobnie lampa błyskowa i oświetlenie studyjne. Ale już oświetlenie jarzeniowe (jarzeniówki i żarówki energooszczędne) jest ewidentnie niebieskie, a zwykłe żarówki – żółte. O ile fotografujemy przy jednym typie światła, da się z tym jeszcze coś zrobić (choćby balansem bieli aparatu lub aplikacji, w której obrabiamy zdjęcie). Jeśli jednak na planie wymieszamy rodzaje światła (a zdarzyło mi się to) – KASZANA. Pół portretu jest żółte, a pół niebieskie. I nic się z tym już nie da zrobić…
Wreszcie nadchodzi
obróbka
To, co mnie najbardziej kręci.
Dobrze zrobione, ostre i kontrastowe zdjęcie ma jedną wielką wadę – bezlitośnie pokazuje każde przebarwienie skóry, każdą skazę, każdą zmarszczkę. I choć zdjęcie można uznać za udane pod kątem oświetlenia, to jednak nie jest to prawdziwy portret – pokazuje zbyt wiele prawdy o naszym modelu. A powinien upiększać…
Dlatego staram się twarz minimalnie rozmywać (może być gotowa opcja „rozmycie”, ale ja wolę retusz opisany jako „rozsmarowanie” – pozwalający rozmywać dowolne punkty z dowolnie wybraną siłą).
Jedyną częścią twarzy, której nie rozmywam, są oczy. Je z kolei dodatkowo wyostrzam. Są przecież – wedle poetów – zwierciadłem duszy.
To oczywiście nie jest żaden poradnik, czy tutorial. Sam dopiero uczę się tej trudnej sztuki (co mnie bardzo kręci). Ale chciałbym umieć pokazać wewnętrzne piękno modelki, czy modela, a nie tylko zewnętrzne. I powoli zaczynam rozumieć, o co w tym biega. A technika zdjęcia ma w tym przypadku niebagatelne znaczenie…
Alex